[Komorowickie historie] Tragedia w kościele. Wstrząsające wydarzenie z 1935 roku

dzisiaj, 09:00 515

W sobotę 22 czerwca 1935 roku w kościele parafialnym w Komorowicach rozegrała się tragedia, która musiała głęboko poruszyć miejscową społeczność. Jej ofiarą był niespełna osiemnastoletni Karol Marchwat, urodzony 17 października 1917 roku.



Opis wydarzenia zachował się w kronice parafialnej. Proboszcz ks. Jan Szneider zanotował, że kilka minut po godzinie 12.00 młody mieszkaniec Komorowic zgłosił się do wikarego, ks. Tomczaka, prosząc o spowiedź. Duchowny udał się z nim do kościoła i rozpoczął udzielanie sakramentu. Chwilę po zakończeniu spowiedzi chłopak niespodziewanie wyjął z kieszeni rewolwer i oddał do siebie strzał. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że ksiądz nie był w stanie zareagować. Według zapisu kronikarskiego pocisk trafił w lewą pierś i przeszył serce. Młodzieniec zmarł w ciągu kilku minut.

O tragedii informowała również ówczesna prasa. „Katolik Polski” w numerze z 26 czerwca 1935 roku zamieścił obszerną notatkę zatytułowaną „Samobójstwo w kościele. Wstrząsająca tragedia młodego człowieka”. Gazeta podawała, że do zdarzenia doszło około godziny 13.30, a Karol Marchwat przed spowiedzią miał być wyraźnie przygnębiony i zdenerwowany. Po jej zakończeniu miał odejść w kierunku środka kościoła, gdzie rozległ się strzał. Dziennikarz pisał, że przyczyny tragedii nie zostały jeszcze oficjalnie ustalone, a sprawą zajęła się policja.

Relacja prasowa i zapis w kronice różnią się w kilku szczegółach - przede wszystkim w określeniu godziny, miejsca trafienia oraz dokładnego przebiegu ostatnich chwil. Nie jest to zaskakujące. Gazetowa informacja powstała kilka dni po zdarzeniu, zapewne na podstawie niepełnych wiadomości, natomiast kronika parafialna przedstawiała wersję zapamiętaną przez duchownych obecnych na miejscu. Oba źródła są jednak zgodne co do najważniejszego: młody człowiek przyszedł do kościoła, poprosił o spowiedź, a następnie odebrał sobie życie.

Proboszcz zapisał również, że Karol był dzieckiem ubogim, pozbawionym właściwej opieki, a zamiar targnięcia się na życie miał sygnalizować już wcześniej. Prasa dodawała, że wśród mieszkańców krążyły przypuszczenia, jakoby wpływ na jego stan mogły mieć bezrobocie oraz problemy osobiste. Były to jednak jedynie ówczesne domysły, których policyjne dochodzenie nie potwierdziło.
Ariel Brończykźródło: Katolik Polski, kronika parafialna

Komentarze